niedziela, 28 września 2014

Rozdział 14 - Przeżycie


   Wpadłam do ciepłej wody. Moje oczy były cały czas zamknięte, marzyłam by śmierć trwała
krótko. Otwarłam je na chwile i w ułamkach sekundy dostrzegłam coś wpadającego do wody, a po chwili woda zabarwiła się na kolor bordowy. Moja świadomość jednak nie trwała długo.


   Przebudziłam się wypluwając dużą ilość słonej wody. Leżałam na brzuchu. Pierwsze co do mnie doszło to ból ręki. Otwarłam oczy i dostrzegłam, że pode mną jest piasek. Byłam na plaży. Słońce powoli zaczęło pojawiać się na horyzoncie. Najwidoczniej straciłam przytomność. Spojrzałam na moje ramie, było całe zakrwawione, wyglądało okropnie, jak poszarpane. Mój mózg zaczął dostawać coraz więcej impulsów, przez to ból co sekundę się powiększał, aż w końcu stał się nie do zniesienia. Podniosłam się i drugą ręką zakryłam ranę, ponieważ przy każdy stąpnięciu czułam wibracje, które wzmagały ból. Wyrwałam duży liść palmy i weszłam w głąb dżungli by znaleźć kawałek liany, albo czegoś co pomoże imitować sznurek. Gdy znalazłam wystarczający skrawek liany, pomału podeszłam do brzegu. Zamoczyłam ranę, by ją odkazić i próbowałam zmagać się z strasznym bólem, który był nie do opisania. W tym momencie wręcz rozpłakałam się, że nie umarłam skacząc z tego klifu. Zamoczyłam również liść palmy, później owinęłam nim ranę i związałam lianą. Resztę imitującego sznurka związałam dwoma końcami i przewiesiłam sobie na szyi by móc podtrzymywać sobie bezużyteczną rękę. Usiadłam na plaży i zaczęłam myśleć co dalej. W oddali ujrzałam znany mi już z dzisiejszej nocy klif. Zastanawiałam się jak dałam radę przeżyć ten skok, oraz jak przedostałam się ten spory kawałek, aż do plaży. Myślałam o chwili kiedy w nocy po wylądowaniu w wodzie zauważyłam coś wpadającego do wody oraz rozchodzącą się od razu dookoła krew.
   Zaczęłam ryczeć, gdy uświadomiłam sobie, że tym czymś był Hector. Chłopak skoczył tuż za mną z klifu. I zabił się, zapewne lądując centralnie na jednej z ostrych skał.
   -Czemu to zrobiłeś! - krzyknęłam na głos, nie mogąc powstrzymać łez.
Pomimo, że zdążył zrobić mi krzywdę, serce bolało mnie po jego stracie. To nie możliwe, że zaczęłam darzyć go jakimś uczuciem, a z resztą przecież to teraz i tak nie ważne. Chłopak już nie nie ma, on już nie żyje. Nie potrafiłam patrzeć na rozchodzący się klif w oddali. Byłam smutna i rozhisteryzowana tym co się wydarzyło.
   -Hector, czemu żeś to zrobił! Dlaczego!? - wołałam, czekając naiwnie na odpowiedź, której i tak nie dostanę, bo go już nie było na naszym świecie.
Wstałam i nie wiedząc co robię zerwałam kilka dzikich dużych kwiatów, poukładałam je na dużym liściu palmy, identycznym który teraz robił za mój opatrunek na ramieniu i gdy uznałam, że jest ładnie, położyłam go na wodzie. Fale zabrały go daleko w głąb oceanu.
   Ból mojej rany na ramieniu zanikł, przyćmiony bólem mojego serca. Przed oczyma cały czas miałam widok bąbelków, które potworzyły się pod wpływem wpadającego do wody Hectora. Wszystko w tamtej chwili nagle stało się czerwone. Jak gdyby jeden z bąbelków zawierała czerwony barwnik i przebiła się. Jednak wiem, że to nie był powód bańki.
  Po jakiejś godzinie w moim sercu panowała totalna pustka. Łzy już nie ciekły po moich policzkach. Czułam się, jak gdybym w ogóle nie siedziała na tej plaży duszą. Jakby pozostało samo ciało. Chciałam cofnąć czas. I nie skoczyć z tego klifu, tylko po prostu puścić się z biegiem zdarzeń. Wiem, że byłabym bardziej skrzywdzona przez chłopaka, ale jednak nadal by żył. Siedziałabym teraz pewnie znowu przy wodospadzie i patrzała za złością na Hectora, który co chwila podchodził by do mnie i namawiał na zbliżenie się. Chłopak by żył.
   Sama nie wiedziałam co myśle, w jednej chwili wstałam i ruszyłam plażą przed siebie. Moja ręka cały czas była oparta o lianę, która zwisała zawieszona na mojej szyi. Co jakiś czas podtrzymywałam sobie ramię drugą rękom, by mniej bolało. Starałam się iść brzegiem, by mieć jak najrówniejsze podłoże. Cały czas zamyślona, ale jednak w mojej głowie panowała całkowita pustka. Co jakiś czas odwracałam się za siebie i patrzałam czy gdzieś z wody nie wychodzi Hector. Miałam jakąś nadzieje, na to, że żyje i za chwile ponownie zobaczę go, goniącego za mną. Jednak za każdym razem nikogo nie dostrzegłam. Byłam wykończona psychicznie jak i fizycznie.
   Zatrzymałam się na chwile, by zmienić "opatrunek" na mojej ręce. Rana przez cały czas krwawiła, krew sączyła się kapiąc mi na nogi. Za mną pozostawał cieniutki, lekko widoczny szlaczek z kropli krwi. Chciałam umrzeć. Cieszył mnie jednak fakt, że jeśli krew nadal nie przestanie lecieć z mojej rany, to śmierć w dobrym wypadku nadejdzie dzisiaj w nocy.
Z oddali ujrzałam drzewka z pomarańczowymi owocami. Gdy doszłam bliżej, okazało się, że te owoce to pomarańcza. Byłam spragniona i głodna i nie zastanawiając się czy to z pewnością mi nie zaszkodzi zaczęłam jeść słodki miąższ. Nie obchodziło mnie, czy to czasem nie jakiś gatunek trujący, już i tak nie pozostało mi dużo godzin życia.  Zerwałam sporo dojrzałych owoców i usiadłam, opierając się o drzewo. Uznałam, że posiedzę tutaj, prześpię się i poczekam, aż w końcu obudzę się już nie na tym świecie. Byłam strasznie zmęczona, więc sen nadszedł bardzo prędko.

   Śnił mi się dom rodzinny. Stałam przed nim i wpatrywałam się w przedni ogród, który był zawsze pięknie zrobiony dzięki mojemu ojcu. Spojrzałam na moje okna, w których dostrzegłam samą siebie, krzątającą się po pokoju. Byłam ciekawa co właśnie w tym momencie robiłam. Z ciekawości weszłam do środka jak gdybym była człowiekiem, otwierając frontowe drzwi i pierwsze co rzuciło się w moje oczy to Zayn, który siedział na kanapie, był wychudzony, lecz uśmiechnięty i szczęśliwy. Miał lekki zarost, a nie taki gęsty jak teraz na wyspie. Przypominał mi tego Zayna, którego poznałam na statku. Bardzo przystojnego Zayna. Koło niego siedział Niall z,
jak zawsze rozbawioną. Sherii na jego kolanach, oni również wyglądali źle, byli jacyś szarzy, chudzi, wyglądali na chorych. Pod oczami dziewczyny były sine, zapadnięte worki. Nie wyglądała dobrze, z resztą tak samo jak Niall. Sherii, której twarz była bardziej koścista niż zawsze, zaczynała się w blondyna, a ten jedynie całował ją w nos w rewanżu. Rozmawiali razem, śmiejąc się. W kuchni była moja mama i jak zwykle rozmawiała z matką Sherii oraz z kobietą, której nie znałam, były strasznie szczęśliwe. Do domu wszedł mój ojciec wraz z tatą Sherii, przeszli przez pokój i wyszli tylnymi drzwiami na ogród. Czyli jak zawsze, gdy przychodził ojciec Sherii, szli do garażu, by pogadać o męskich sprawach. Sherii w tym samym momencie weszła na pare schodków w górę i zaczęła coś krzyczeć, jednak nic nie słyszałam. Po chwili z góry zeszłam ja, Zayn od razu wstał i mocno przytulił mnie do siebie, biorąc na ręce. Usiadł ze mną na kanapie i pocałował. Moja mama patrzyła na nas wręcz prze szczęśliwa. Następnie między mnie i Zayna wcisnęła się moja młodsza siostra, śmiejąc się. Cała atmosfera była fantastyczna. Tęskniłam za czymś takim, choć jeszcze tego nie przeżyłam i raczej nie będzie mi dane przeżyć.


OD AUTORKI: Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze :) Mam nadzieje, że i ten rozdział się Wam spodobał :)
Pozdrawiam! :) :*


10 komentarzy:

  1. Ogólnie opowiadanie fajne,ale szablon beznadziejny :/ jest dużo szablonów ściągnij sb jakiś

    OdpowiedzUsuń
  2. Supcio! Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak zdążyłam zauważyć, że jeśli ktoś ma ładny szablon od razu ma więcej czytelników ;) Cóż, ja raczej nie skorzystam, ponieważ to jak ocenianie książki po okładce. Ładny szablon, więc opowiadanie także lepsze. Jednak widząc po innych bloga, nie często się zdarza, że ten co posiada profesjonalny szablon, ma lepszą treść...
    Poza tym ile razy trafiłam na ten sam szablon na dwóch-trzech innych blogach.
    Wole być nie powtarzalna, co więcej, czytelnik "czyta" szablon czy tekst?

    OdpowiedzUsuń
  4. super rozdział czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę sie doczekać nexta *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. No... no... no czyli psychopata nie żyje, tak? Nie mam się czym matwić, co? Zawału nie będzie? To dobrze... :D Jeszcze trochę pożyję ;D Tylko co będzie dalej z Abigail? Widzisz? I znowu pytania ;) Wieeem, że lubisz odpowiadać na takie pytania w kolejnych rozdziałach <3 Ale czy trafi z powrotem do swoich przyjaciół i Zayna? Mam ogromną nadzieję, że tak i trzymam za Abi kciuki! <3
    A tak w ogóle to przeczytałam to już w niedzielę (jak pamiętam), ale jak zwykle mam opóźnione komentarze ;D Wybacz mi za to!
    Cladiooo wiesz, że czekam, znaczy wszyscy czekamy na kolejny... <3 Jeśli oczywiście będziesz miała czas to dodawaj! <3
    Kochaamy cię! :-*

    OdpowiedzUsuń
  7. o matko :oooo tego sie nie spodziewalam!!!
    Zgadzam się z tobą Claudia!!! też mysle ze to jak czytanie ksiązki po okladce :) ja kocham twojego bloga za treść <3 <3 :*
    next! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurde, czemu to takie krótkie?! Ja nie wytrzymam tych kilku dni do następnego rozdziału!! :( Niech cię wena twórcza nie opuści i mam nadzieję, że będziesz pisała dalej... :)

    A co do tego szablonu to jest okej, szczególnie ten czerwony kolor przy ankietach itd.. Prowadziłam przez jakiś czas bloga i jego wygląd tak naprawdę zależy od treści (tak mi się wydaje), np. jeżeli tak jak tu mamy o wyspie i wgl. to powinny dominować kolory niebieskie, zielone... hmm.. takie wiesz... rajskie :P Na pewno czytamy jeszcze inne Fan fiction (nie wiem jak się to pisze, sorki) i jak w Psychic (http://psychic-fanfiction-harry.blogspot.com/) widać że tu są ciemne kolory... Także szablon to kwestia sporna i można by o tym wieczność pisać :)
    Ale jeszcze raz muszę to napisać ŚWIETNY BLOG, ŚWIETNY ROZDZIAŁ! Pisz tak dalej a wygląd bloga to twoja sprawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudooo dawaj szybko nextaa <33 !!!!

    OdpowiedzUsuń